[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Uciszcie siê! - powtarza³.- Miejcie te¿ baczenie,Wy, co jesteScie pierwsi mySliwi w powiecie,Z gorsz¹cej k³Ã³tni waszej co bêdzie? czy wiecie?Oto m³odzie¿, na której Ojczyzny nadzieje,Która ma ws³awiaæ nasze ostêpy i knieje,Która, niestety, i tak zaniedbuje ³owy,Mo¿e do ich wzgardzenia wexmie pochop nowy!Widz¹c, ¿e ci, co innym maj¹ daæ przyk³ady,Z ³owów przynosz¹ tylko poswarki i zwady.70Miejcie te¿ wzgl¹d powinny dla mych w³osów siwych;Bo zna³em wiêkszych dawniej nixli wy mySliwych,A s¹dzi³em ich nieraz s¹dem polubownym.Któ¿ by³ w lasach litewskich Rejtanowi równym?Czy ob³awê zaci¹gn¹æ, czy spotkaæ siê z xwierzém,Kto z Bia³opiotrowiczem porówna siê Jerzym?Gdzie jest dziS taki strzelec jak szlachcic ¯egota,Co kul¹ z pistoletu w biegu trafia³ kota?Terajewicza zna³em, co id¹c na dziki,Nie bra³ nigdy innego orê¿a prócz piki!Budrewicza, co chodzi³ z niedxwiedziem w zapasy.Takich mê¿Ã³w widzia³y niegdyS nasze lasy!JeSli do sporu przysz³o, jak¿e spór godzili?Oto obrali sêdziów i zak³ad stawili.Ogiñski sto w³Ã³k lasu raz przegra³ o wilka;Niesio³owskiemu borsuk kosztowa³ wsi kilka!I wy, Panowie, pójdxcie za starych przyk³ademI rozstrzygnijcie spór wasz choæ mniejszym zak³adem.S³owo wiatr, w sporach s³Ã³wnych nigdy nie masz koñca,Szkoda ust d³u¿ej suszyæ k³Ã³tni¹ o zaj¹ca;Wiêc polubownych sêdziów najpierwej obierzcie,A co wyrzekn¹, temu sumiennie zawierzcie.Ja uproszê Sêdziego, a¿eby nie broni³Doje¿d¿aczowi, choæby po pszenicy goni³;I tuszê, ¿e tê ³askê otrzymam od Pana.To wyrzek³szy, Sêdziego Scisn¹³ za kolana. Konia - zawo³a³ Rejent - stawiê konia z rzêdemI opiszê siê jeszcze przed ziemskim urzêdem,71I¿ ten pierScieñ sêdziemu w salarijum z³o¿ê. Ja - rzek³ Asesor - stawiê me z³ote obro¿e,Jaszczurem wyk³adane, z kó³kami ze z³ota,I smycz tkany, jedwabny, którego robotaRównie cudna jak kamieñ, co siê na nim Swieci.Chcia³em ten sprzêt zostawiæ w dziedzictwie dla dzieci,JeSlibym siê o¿eni³; ten sprzêt mnie darowa³Ksi¹¿ê Dominik, kiedym z nim razem polowa³I z marsza³kiem Sanguszk¹ ksiêciem, z jenera³emMejenem, i gdy wszystkich na charty wyzwa³em.Tam - bezprzyk³adn¹ w dziejach polowania sztuk¹Uszczu³em szeSæ zajêcy pojedyncz¹ suk¹.PolowaliSmy wtenczas na kupiskiem b³oniu;Ksi¹¿ê Radziwi³³ nie móg³ dosiedzieæ na koniu;Zsiad³ i obj¹wszy s³awn¹ m¹ charcicê Kaniê,Trzykroæ jej w sam¹ g³owê da³ poca³owanie,A potem, trzykroæ rêk¹ klasn¹wszy po pysku,Rzek³:.Tak Napoleon daje wodzom swoim ksiêstwaOd miejsc, na których wielkie odnieSli zwyciêstwa.Telimena, znudzona zbyt d³ugimi swary,Chcia³a wyjSæ na dziedziniec, lecz szuka³a pary;Wziê³a koszyczek z ko³ka: Panowie, jak widzê,Chcecie zostaæ w pokoju, ja idê na rydze;Kto ³aska, proszê za mn¹ - rzek³a, ko³o g³owyObwijaj¹c czerwony szal kaszemirowy;Córeczkê Podkomorstwa wziê³a w jedn¹ rêkê,A drug¹ podchyli³a do kostek sukienkê.Tadeusz milczkiem za ni¹ na grzyby poSpieszy³.72Zamiar przechadzki bardzo Sêdziego ucieszy³.Widzia³ sposób rozjêcia krzykliwego sporu,A wiêc krzykn¹³: Panowie, po grzyby do boru!Kto z najpiêkniejszym rydzem do sto³u przybêdzie,Ten obok najpiêkniejszej panienki usiêdzie;Sam j¹ sobie wybierze.JeSli znajdzie dama,Najpiêkniejszego ch³opca wexmie sobie sama.73KSIÊGA TRZECIAUMIZGITreSæ:Wyprawa Hrabi na sad - Tajemnicza nimfa gêsi pasie - Podobieñstwogrzybobrania do przechadzki cieniów elizejskich - Gatunki grzybów -Telimena w Rwi¹tyni dumania - Narady tycz¹ce siê postanowieniaTadeusza - Hrabia pejza¿ysta - Tadeusza uwagi malarskie nad drzewami iob³okami - Hrabiego mySli o sztuce - Dzwon - Bilecik - Niedxwiedx,Mospanie!74Hrabia wraca³ do siebie, lecz konia wstrzymywa³,G³ow¹ coraz w ty³ krêci³, w ogród siê wpatrywa³;I raz mu siê zdawa³o, ¿e znowu z okienkaB³ysnê³a tajemnicza bieluchna sukienkaI coS lekkiego znowu upad³o z wysoka,I przeleciawszy ca³y ogród w mgnieniu oka,Pomiêdzy zielonymi Swieci³o ogórki:Jako promieñ s³oneczny, wykrad³szy siê z chmurki,Kiedy Sród roli padnie na krzemienia skibêLub Sród zielonej ³¹ki w drobn¹ wody szybê.Hrabia zsiad³ z konia, s³ugi odprawi³ do domu,A sam ku ogrodowi ruszy³ po kryjomu;Dobieg³ wkrótce parkanu, znalaz³ w nim otworyI wcisn¹³ siê po cichu jak wilk do obory;NieszczêSciem, tr¹ci³ krzaki suchego agrestu.Ogrodniczka, jak gdyby zlêk³a siê szelestu,Ogl¹da³a siê wko³o, lecz nic nie spostrzeg³a;Przecie¿ ku drugiej stronie ogrodu pobieg³a.A Hrabia bokiem, miêdzy wielkie koñskie szczawie,Miêdzy liScie ³opuchu, na rêkach, po trawie,Skacz¹c jak ¿aba, cicho, przyczo³ga³ siê blisko,Wytkn¹³ g³owê - i ujrza³ cudne widowisko.W tej czêSci sadu ros³y tu i ówdzie wiSnie,Rród nich zbo¿e, w gatunkach zmieszanych umySlnie:Pszenica, kukuruza, bob, jêczmieñ w¹saty,Proso, groszek, a nawet krzewiny i kwiaty.Domowemu to ptastwu taki ochmistrzyni75WymySli³a ogródek: s³awna gospodyni.Zwa³a siê Kokosznicka, z domu Jendykowi-czówna; jej wynalazek epokê stanowiW domowym gospodarstwie; dziS powszechnie znany,Lecz w owych czasach jeszcze za nowoSæ podany,Przyjêty pod sekretem od niewielu osób,Nim go wyda³ kalendarz, pod tytu³em: SposóbNa jastrzêbie i kanie, albo nowy SrodekWychowywania drobiu - by³ to ów ogrodek.Jako¿ zaledwie kogut, co odprawia warty,Stanie i nieruchomie dzier¿¹c dziob zadarty,I g³owê grzebieniast¹ pochyliwszy bokiem,Aby tym ³acniej w niebo móg³ celowaæ okiem,Dostrze¿e wisz¹cego jastrzêbia Sród chmury,Krzyknie - zaraz w ten ogród chowaj¹ siê kury,Nawet gêsi i pawie, i w nag³ym przestrachuGo³êbie, gdy nie mog¹ schroniæ siê na dachu.Teraz w niebie ¿adnego nie widziano wroga,Tylko skwarzy³a s³oñca letniego po¿oga,Od niej ptaki w zbo¿owym ukry³y siê lasku;Tamte le¿¹ w murawie, te k¹pi¹ siê w piasku [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]