[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Haboku przysiadł na rufie jako sternik, a trzej pozostali Indianie razem z Mateem, usadowieni w szeregu, mieli wiosłować.Smuga z Wilsonem zajęli miejsca pomiędzy sternikiem i wioślarzami.Na przodzie łodzi ułożono bagaże.Po krótkim pożegnaniu Smuga dał znak do odjazdu.Łódź odbiła od przystani i popłynęła w górę Rio Putumayo.Cubeowie byli w wesołym nastroju.Za udział w wyprawie mieli otrzymać sowite wynagrodzenie, a obecność nieustraszonego Smugi dawała im poczucie bezpieczeństwa.Toteż wprawnie sterowana łódź szybko mknęła pod prąd w pobliżu brzegu, gdzie drzewa selwy rzucały na wodę ożywczy cień.Szczep Cubeo zamieszkiwał od niepamiętnych czasów [31]nad brzegami rzeki Uaupes i jej dopływów.Nic więc dziwnego, że wszyscy mężczyźni z tego szczepu byli doświadczonymi wioślarzami.Od dzieciństwa zżywali się z wodą, która w ich życiu odgrywała niepoślednią rolę.Gościńcami łączącymi spokrewnione klany, czyli wspólnoty, były rzeki.Mężczyźni łowili w nich ryby, polowali na ich brzegach i budowali przystanie dla łodzi.W nadbrzeżnych chaszczach ukrywali święte bębny, w których takt kąpali się o brzasku, aby zaczerpnąć sił od sławnych, zmarłych przodków, przebywających, w myśl wierzeń, w toni życiodajnej rzeki.Z tego względu rzeki stanowiły uświęcony teren dla każdego klanu.Wykonywanie wszelkich obrzędów religijnych należało jedynie do mężczyzn, wobec czego rzeki były ich wyłączną domeną działania, natomiast do kobiet należały poletka, na których uprawiały maniok, trzcinę cukrową, kukurydzę, pataty i melony.Już po kilku godzinach żeglugi Smuga upewnił się, że dobór załogi był właściwy.Łódź wciąż z jednakową prędkością mknęła w górę rzeki, a wioślarze nie okazywali zmęczenia.Siedzieli niemal nieruchomo jak posągi z brązu i jedynie szybkimi, krótkimi ruchami przedramion równomiernie posuwali łódź pod prąd.Byli też w dobrym nastroju.- Hę ee ee.! - wołał któryś z nich do ptaków bujających w powietrzu.- Dokąd fruniecie?! Jeśli uniosę moją strzelbę, zaraz zakończycie swój lot!Wtórowały mu śmiechy towarzyszy.Potem chóralnie nucili jakąś pieśń we własnym narzeczu, ani na chwilę nie przerywając wiosłowania łopatkowymi, krótkimi wiosłami indiańskimi o wypalonych, oryginalnych wzorach.Jednak gdy bok łodzi czasem niemal ocierał się o brzeg, a rozłożyste konary drzew zakrywały niebo, natychmiast ustawały żarty i śpiewy, Indianie bowiem zachowują w lesie milczenie.W nadbrzeżnym gąszczu panowała prawie niczym nie zmącona cisza.Czasem tylko rozbrzmiewał głuchy trzask padającego leśnego olbrzyma lub rozpaczliwy krzyk ginącego zwierzęcia.W pozornie martwej ciszy głuszy leśnej wciąż trwała w przyrodzie bezlitosna walka na śmierć i życie.Koryto rzeki usiane było mnóstwem wysepek, piaszczystymi wydmami i mieliznami.Na piasku wyzłoconym słońcem różowiły się wspaniałe flamingi[32], to znów drzemały małe, zielone krokodyle.Po mieliznach brodziły białe czaple, a stada dzikich kaczek podrywały się do lotu na widok łodzi.Dwa dni żeglugi na północny zachód minęły bez niezwykłych wydarzeń.Trzeciego dnia, wkrótce po wyruszeniu w drogę, Cubeowie przerwali śpiew i badawczym wzrokiem zaczęli przepatrywać nadbrzeżne gąszcze.Smuga i Wilson natychmiast zauważyli zwiększoną ostrożność i niepokój Indian.Od razu domyślili się, że wpłynęli na tereny zamieszkiwane przez jakieś wojownicze plemię.Wilson oparł dłoń na leżącym na dnie łodzi karabinie, a Smuga począł uważnie śledzić obydwa brzegi.Przez jakiś czas szybko płynęli zachowując milczenie.Naraz sternik Haboku wydał cichy, ostrzegawczy okrzyk i wskazał ręką na lewy brzeg.W zakolu rzeki znajdowała się mała kanu, czyli łódź wyżłobiona w drzewie, w której Indianin na stojąco polował harpunem na ryby.Samotny rybak był niezwykle muskularnym mężczyzną średniego wzrostu.Jego ciemnobrązowe ciało okrywała jedynie wąska przepaska biodrowa z włókien drzewnych, zabarwionych na czerwono sokiem achioty[33], oraz nałożona na szyję jakby obroża z tych samych włókien, posiadająca sute frędzle zwisające luźno na piersi i plecy.Na przegubach rąk i nóg nosił obcisłe bransolety z łyka.Na barwnie tatuowaną twarz o wybitnie mongolskim typie opadały czarne, twarde, lśniące włosy przycięte w grzywkę.Rybak pochylony nad wodą wypatrywał łupu.W tej właśnie chwili nagłym ruchem wzniósł ramię uzbrojone w harpun, by ugodzić rybę i wtedy spostrzegł dużą, obcą łódź wypływającą na zakole rzeki.Ramię wzniesione do góry nie zadało ciosu.Indianin rzucił broń na dno łodzi, po czym porwał wiosło i szybko płynąc ku brzegowi coś wołał gardłowym głosem.Lyło to zapewne ostrzeżenie lub wezwanie o pomoc, gdyż wkrótce gromada Indian uzbrojonych w łuki wybiegła z zarośli na brzeg rzeki [ Pobierz całość w formacie PDF ]